RELACJA PO CEREMONII *ANONIM

Po zażyciu medycyny pierwsze wijące się fraktale pojawiły się bardzo szybko. Nie minęło chyba nawet 10 min. Fraktale zaczęły zstępować na mnie z góry i gdy dotknęły mojej głowy usłyszałem pytanie:

– Czy wyrażasz zgodę?

Pozostało mi jedynie się zgodzić bo wraz z pytaniem powróciło wiele wspomnień zapomnianych z poprzednich ceremonii. Siła ducha była nie do wytrzymania. Czułem olbrzymie ciśnienie na czubek głowy. Ta gigantyczna presja spowodowała że musiałem przejść z pozycji siedzącej do leżącej.

Zaczęło pojawiać się coraz więcej wspomnień i zrozumiałem co mnie czeka. Nacisk medycyny rósł z każdą chwilą, fraktale eksplodowały wraz z huczącym w głowie głosem medycyny, która co chwile prosiła o zgodę na coraz większe otwarcie. Byłem rozłożony na łopatki, totalnie przerażony i z totalnym wyrzutem po co mi to było.

Wraz z panicznym strachem pojawiły się wizje w których widziałem przerażającą owadzio podobną istotę która chciała wbić mi żądło w brzuch. Zdawałem sobie sprawę, że to wszystko jest emanacją strachu i że umysł opatrznie interpretuje to co się dzieje i podsuwa mi fałszywe obrazy ale ciało chciało uciekać. W brzuchu zaczęły pojawiać się konwulsje i chęć opróżnienia jak najszybciej żołądka żeby pozbyć się medycyny. Ciągle słyszałem pytania czy chcę iść dalej albo pogrążam się w bólu i cierpieniu w które wpadnę odrzucając pojawiające się oferty. Powstrzymanie ciała przed ucieczką w wymioty lub chęcią ucieczki do ubikacji wydawało się niemożliwe ale jakoś z każdym atakiem paniki uspakajałem się by …. przejść w kolejny.

W międzyczasie obalało się wiele moich fałszywych pojęć i intelektualnych wywodów które umysł stwarzał by wytłumaczyć sobie co właściwie przeżywam.

– Czym jesteś zapytałem.

– Jestem wszechświatem głuptasie – usłyszałem w czułej matczynej odpowiedzi

W pewnym momencie straciłem poczucie ciała i pojawiłem się w świecie, który ukształtowany był z świecących linii energii. Sala ceremonialna tętniła światłem migoczących fraktali. Widziałem leżących ludzi i siedzących Jarka i Karolinę. Wszyscy utkani byli z błyszczących kolorowych linii energii. Kolory trudno opisać ale były po prostu niesamowicie piękne.

Te wizje przerywało co chwilę gigantycznie naciskające na mnie ciśnienie pochylającej się nade mną pięknej istoty. Wyglądała jak migocząca pszczoła eksplodująca przepięknymi erupcjami energii i frakatali.

– Dlaczego to tak boli – zapytałem

– Dlaczego muszę tak cierpieć?

– To jedyna możliwość w jaki mogę cię uleczyć. Tylko w taki sposób mogę dotrzeć do blokad i złogów w twoim ciele i duszy.

– Czy chcesz otrzymać to o co prosiłeś? -usłyszałem w odpowiedzi.

Wiedziałem, że nie mam wyjścia i całą siłą woli powstrzymywałem się ciągle od pogrążenia się w wymiotach i chęci ucieczki. Wspomnienie tego jest dla mnie nawet teraz przerażające, bo zapanowanie nad tym było potwornie trudne.

W międzyczasie gdy tylko na chwilę ciśnienie tej gigantycznej energii pozwalało mi na zadawanie pytań starałem dowiedzieć się jak najwięcej. Pytałem o wiele rzeczy ale wiedziałem, że nie pozostanie mi wiele z uzyskanych odpowiedzi w pamięci. Co jakiś czas prosiłem tylko o to bym mógł zapamiętać niektóre sceny i odpowiedzi i co ciekawe właśnie to teraz pamiętam.

W pewnym momencie zauważyłem, że moje ciało zaczęło wystukiwać rytm pstrykając pałacami w rytm muzyki lub wydawało dziwne dźwięki wzdychania, czasem nucenia melodii albo śpiewu.

Gdy próbowałem to powstrzymać od razu wpadałem w stany ataku paniki i skurczów żołądka. Pojawiały się uczucia wstydu, że robię z siebie wariata i że przeszkadzam innym uczestnikom.

W pewnym momencie pojawił się porażający strach, że coś się stanie mojej żonie. W tym momencie podniosłem głowę by Ją zobaczyć. To co się wtedy zdarzyło było jeszcze gorsze niż pojawiające się co chwilę potężne ataki paniki. Opadła na mnie czerwona łuna energii i poczułem jakbym się przewrócił w czasie szybkiego biegu. Energia Matki docisnęła mnie do materaca i rozpłatała w gigantycznym wybuchu.

– Idziesz dalej czy popadasz w płacz, wymioty i przerażanie.?

– Czy dasz radę się podnieść?

Wiedziałem że musze to zrobić, że muszę iść dalej. Gigantycznym wysiłkiem poddałem się pulsującej energii i powiedziałem.

– Ufam ci całkowicie. Chcę iść dalej.

Łuna czerwieni powoli zaczęła ustępować. Po chwili znów mogłem zobaczyć piękny świat migoczących energii. Co chwilę potwierdzałem kolejne prośby o zgodę na kolejne wnikanie energii w moje ciało. Te wspomnienia teraz stają się rozmyte i nie koniecznie pamiętam kolejność występowania następnych wizji. Ale kila z nich a w szczególności te, o które prosiłem zostały w mojej pamięci.

Widziałem mnóstwo przelatujących po sali podobnych do kolibrów świetlistych istot. Podlatywały do każdej osoby i odlatywały szybko. Wiedziałem, że zbierały różne konieczne informacje i przekazywały je pięknej bogini. Czułem żeńską energię bijącą z tej świetlistej istoty, która była niczym pszczela królowa matka. W powietrzu słyszałem świszczący dźwięk rozmów pomiędzy Jej małymi pomocnikami, który brzmiał jak szumiący głos ruchu skrzydeł ćmy. Te istoty pojawiały się także przy mnie i przy każdym ataku paniki czujnie obserwowały wypadające ze mnie lęki i blokady. To były różne emocje, lęk o dzieci o rodzinę lub inne osobiste problemy, które widziałem jako osadzone w moim ciele czarne wibrujące kule energii.

Co chwile gdy pokonałem kolejny atak paniki zostawałem nagrodzony dobrym słowem w stylu:

– Zuch, gratulacje, dałeś radę itp..

Były momenty że procesy umysłowe całkowicie zanikały niczym w bardzo głębokiej medytacji i czułem pojawiające się jedynie naprzemienne odczucia ulgi a potem presji po których były kolejne uczucia paniki.

Błyszczące kolibry tylko zatrzymywały się co chwilę i zlatywały do mnie gdy dostrzegały, że się podaję. Szczególnie pamiętam jeden moment gdy już pomyślałem, że nie dam rady, że wybieram wiaderko i pogrążam się w płaczu i wymiotach, które spowodowane były kolejnym uwolnieniem z ciała czarnego zwitka energii. Znów miałem wybór czy pogrążyć się w apatii i żalu nad popełnionymi błędami z przeszłości. Problem dotyczył moich dzieci i potwornego poczucia winy, że nie jestem wystarczająco dobrym ojcem.

Usłyszałem że moje ciało samoczynnie mówi:

– O boże nie dam rady.

Ręce uniosły się do góry jakby chciały mnie ochronić przed płynącym z góry żarem i ciśnieniem.

– Musisz się odsłonić, nie możesz się bronić. Możesz być tylko narzędziem ducha. Duch sam wybiera czas i moment. – padły słowa

– Tylko całkowita ufność i poddanie się duchowi pozwoli cię poprowadzić i uleczyć.

W momencie gdy już miałem wziąć wiaderko i zwinąć się w ataku konwulsji i wymiotów spojrzałem jeszcze na wpatrzonych we mnie Jej małych pomocników, które jakby oczekiwały tylko na moje potknięcie by lecieć mi z pomocą. Stwierdziłem w akcie desperacji, że puszczam to wszystko i poddaję się całkowicie i ufam w to, że jakoś to wszystko przeżyję.

Odpuściłem strach, że braknie mi oddechu i się uduszę, że moje serce przestanie bić, że dostanę wylewu, że jest mi zimno i muszę się przykryć itp. itp.

Te obawy nie były wymyślone bo co chwile obserwowałem paniczne trzepotanie serca lub nieraz długi zanik oddechu albo gigantyczne odczucie chłodu.

To był moment przełomowy. Uwolniła się potężna bryła ciemniej energii wyleciała ze mnie i rozwiała się w świetle Matki.

– Jak wytrzymuje to Jarek – spytałem

– On jest wyjątkowy – uzyskałem odpowiedzi.

– On jest narzędziem które mnie słyszy. On nie walczy z tym co do niego mówię i dopóki słyszy słowa ducha to robi dokładnie to co od Niego wymagam.

Moje pytania wiązały się z pewnymi problemami które prosiłem by Matka pomogła im rozwiązać i zrozumiałem wtedy jak ważne jest to co robią Karolina i Jarek i jak ważni są oboje dla siebie. Jak wzajemnie się uzupełniają, bilansując w sobie energię męską i żeńską, i że tworzą jedność, która choć czasem nie jest doskonała to jakiekolwiek ocenianie jest pozbawione sensu. Liczy się wyłącznie ufność w wolę ducha, która czasami nie jest po myśli człowieka, ale jakiekolwiek przeciwstawianie się temu kończy się zawsze katastrofą.

Tym słowom i przekazywanym informacjom towarzyszyły obserwacje. Do Jarka podlatywały co chwilę świecące kolibry. Szeptały mu do ucha coś w tym niezrozumiałym dla mnie szumiącym języku. On zmieniał wtedy tembr głosu, śpiewał głośniej lub ciszej, albo zaczynał śpiewać gdy były chwile ciszy. Niekiedy podlatujące istoty coś mu mówiły a on zaczynał mówić cos do Karolinki i ona zaczęła wtedy śpiewać lub grać.

Gdy wpatrywałem się w to wszystko zaczynałem rozumieć cykle ceremonii na które składało się narastanie jakby fal ciśnienia które wyzwalało procesy w leżących uczestnikach i następnie pojawiający się śpiew który wywoływał rozpraszanie złogów ciemniej energii i chwile odpoczynku, wytchnienia, nagrody i ulgi.

Zacząłem czuć rytm całości procesu i rozumieć jak ważne są niektóre elementy ceremonii, jak wszystko jest ze sobą powiązane jak Matka wykorzystuje wszystkie dostępne w tej chwili środki by przekierowywać właściwe migoczące pasma energii, które przepływały po całej sali od uczestników.

Czułem opiekę i całkowitą ufność. Byłem wdzięczny Karolince za jej piękny śpiew z to że kilka razy do mnie podeszła, byłem wdzięczny za chakapę, którą Jarek mnie oczyszczał i wymiatał niczym szczotką ze mnie migoczące zwitki ciemnej energii.

W pewnym momencie zacząłem odczuwać ulgę i zacząłem zdawać sobie sprawę że poprzednie fale ciśnienia i prażącego żaru stały się znośnie, a ataki paniki mniejsze. Stałem się jakby czystym splotem przepływającej przeze mnie energii.

Zadawałem wtedy wiele pytań. Pamiętam  że w pewnym momencie zapytałem zdając sobie sprawę, że nie zapamiętam z tego wiele:

– Chciałbym to wszystko pamiętać. Proszę.

– To wszystko zostanie w tobie. – Usłyszałem w odpowiedzi.

– Będzie pojawiać się wyrywkami wspomnień i w reakcjach ciała w sytuacjach, które będą tego wymagały.

Czułem niewyobrażalne szczęście i dumę z siebie że dałem radę, że dotarłem do mety po wyjątkowo długiej podróży. Dostałem świadomość że otrzymałem dar, który jest wewnątrz mnie że stało się coś wyjątkowego dla Mnie.

Uczucie obecności ducha zaczęło słabnąć i poczułem wycofujące się ze mnie fraktale. Czułem żal, że to już koniec. Po chwili usiadłem żeby uczestniczyć dalej w pięknym koncercie.

Czułem się wspaniale. Czułem niesamowite powiązanie wszystkiego ze wszystkim, jak ważne są te wszystkie czynności i rozumiałem ich sens.

Obserwowałem czujnie cierpienie i walkę mojej kochanej żony i czułem, że to co się dzieje jest konieczne i potrzebne, nie czując obawy, ale miłość i współczucie i nadzieję żeby zrobiła jak najwięcej by się uleczyć.

aho

 

WIĘCEJ RELACJI NA YOUTUBE :

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *