BAD TRIP: DLACZEGO MI SIĘ TO PRZYTRAFIŁO?

Jestem dobrą, pozytywną osobą, mam świetne relacje z rodziną, pomagam innym i medytuję. Byłam już na kilku ceremoniach w różnych miejscach i zawsze było fajnie. Tym razem jednak moje doświadczenie wyglądało zupełnie inaczej. Było okropnie ciemno, wszystko mi przeszkadzało. Choć inni byli zachwyceni waszą muzyką dla mnie ona była okropna, dźwięki mroczne i psychodeliczne, a w powietrzu unosił się zapach spalenizny. Popiół i zgliszcza, smutek, beznadzieja.. istne piekło. Czekałam, aż to się skończy, chciałam uciekać. Nie rozumiem tego..

Oto jeden z opisów osób, które doświadczyły tak zwanego „bad tripa” czyli nieprzyjemnego doświadczenia podczas ceremonii. Takie doświadczenia według naszych statystyk ma ok 4 % uczestników. Choć jest to niewiele to warto wziąć pod lupę te doświadczenia i odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: DLACZEGO?

Wybierając się na ceremonię dobrze jest przygotować się na to co może się wydarzyć. Podczas takiego doświadczenia ważną rolę pełnią szamani-lekarze-opiekunowie, czyli osoby które z nami będą od początku do końca i których doświadczenie i wiedza pozwalają na wsparcie procesu. Treści wypływające z podświadomości podczas pracy z psychodelikami wymagają umiejętności radzenia sobie z nimi i stworzenia przestrzeni dla integracji. Treści te zawierają bardzo ważne informacje o nas samych, brak ich integracji często kończy się tzw. powtórnym wyparciem, czyli zepchnięciem ich jeszcze głębiej do podświadomości.  Innymi słowy traumy i negatywne wzorce,  którym mamy okazję przyjrzeć się podczas takiej sesji wymagają przede wszystkim zrozumienia i akceptacji. W przeciwnym razie stają się one dla nas „atakiem z zewnątrz” i następuje ponowne ich zakopanie w naszej psychice, przez co sesja zamiast nam pomóc wręcz nam szkodzi.

Jak zatem unikać takich sytuacji?

Przede wszystkim wybierajmy sprawdzone ośrodki, gdzie opiekunowie są przeszkoleni i posiadają doświadczenie. Sprawdźmy, czy jest prowadzona integracja, oraz oferowana profesjonalna pomoc po spotkaniu. Przyjrzyjmy się owocom pracy, czy uczestnicy po takiej sesji są uziemieni, czy może totalnie oderwani od rzeczywistości. Oczywiście dzień po takiej sesji trudno mówić o efektach, ale już pół roku później możemy wyciągnąć wnioski, jak bardzo zmieniło się nasze życie. W sieci spotykamy mnóstwo różnych, często odmiennych opinii na temat ayahuaski i efektów pracy z nią. Skrajni przeciwnicy nazywają ją „dziełem szatana”, inni mówią, że to niebezpieczny narkotyk powodujący halucynacje i uzależnienie. W niesprzyjających warunkach możemy się dosłownie zagubić w świecie opowieści o latających piramidach, kosmitach, demonicznych atakach (czytaj więcej), klątwach i możliwości ich ściągnięcia za określoną sumę pieniędzy. Pracując świadomie mamy okazję obserwować nasze wnętrze, uzdrawiać negatywne wzorce i odkryć własny potencjał. Jeśli będziemy tego potrzebować pojawi się przewodnik, który wskaże nam jedynie drogę, drzwi przez które jednak sami musimy przejść.

Co należy wiedzieć, jak się przygotować?

Przede wszystkim warto zrozumieć czym jest ayahuaska, jak działają psychodeliki i na czym polega ich uzdrawiający potencjał. Wieloletnie badania substancji i osób świadomie biorących udział w sesjach prowadzą do ciekawej konkluzji, iż ayahuaska działa trochę jak lustro, w którym możemy zobaczyć więcej niż na codzień. Jest jak sonda, którą zapuszczając do swojej podświadomości mamy okazję rozświetlić najgłębsze jej zakamarki. Powinniśmy sobie zadać pytanie: czy tego chcemy i czy jesteśmy na to gotowi. Obraz, który może się ukazać może być niekoniecznie ładny, przyjemny i miły. Umysł często ucieka od odpowiedzialności i nadaje etykiety pojawiającym się wizjom biorąc je za niezwiązane z nami. Zdarzało się, że po jeden sesji niektórzy uczestnicy zmieniali miejsca podejrzewając osoby siedzące obok o atak duchowy, lub „brudną” energię, która zakłócała ich przestrzeń. W rzeczywistości jest to jednak opowieść o nas samych, często właśnie przysłowiowy „strzał w dziesiątkę” , czyli sedno problemu z którym być może zmagamy się od lat. Taka sesja daje nam zatem możliwość wglądu w przestrzeń naszej podświadomości, o której często nie mamy pojęcia. Od dawna wiemy, że w nasza podświadomość jest jak przestrzeń ogromnej góry lodowej skrywanej pod powierzchnią tego co znane. Dlatego właśnie stając oko w oko z własnymi lękami, traumami i wypartymi emocjami mamy okazję je wreszcie, być może po raz pierwszy w życiu: zaakceptować, przytulić i ukochać. Dzięki temu możemy przetransformować to co niechciane i wyparte, przed czym być może nieświadomie uciekaliśmy.

Do tego trzeba czasem nie lada wysiłku i odwagi..

 

Co robić gdy przyjdzie przysłowiowy „BAD TRIP”?

Przede wszystkim nie panikować. W pracy z ayahuaską bardzo ważne jest nastawienie i przygotowanie. Najtrudniejsze doświadczenia zawierają ogromny potencjał uzdrawiający, ale jest jeden warunek: musisz być ich świadomy. Wielokrotnie byliśmy świadkami sytuacji w których grana przez nas muzyka była odbierana skrajnie różnie, nawet przez dwie siedzące obok siebie osoby. Ktoś płakał ze szczęścia rozkoszując się jej pięknem, gdy w tym samym czasie osoba siedząca po drugiej stronie sali przeżywała straszliwe męki. Fakt, że komuś mogą nie podobać się niektóre icaro (które de-facto mają właśnie dotykać i uzdrawiać chore miejsca), ewentualnie dźwięk bębna, lub didgeridoo jesteśmy w stanie zrozumieć, ale jeśli kogoś wyprowadza ze strefy komfortu anielska harfa, lub nawet cisza, to może warto się nad tym zastanowić.

Więc jak sobie radzić gdy jest naprawdę trudno?

Przede wszystkim nie stawiać oporu, zaakceptować i .. oddychać. Koncentracja na oddechu to najlepsza metoda. Możesz zawsze poprosić o pomoc któregoś z opiekunów. Zwykle w takich sytuacjach wystarcza sama obecność drugiej osoby, wyjście na świeże powietrze, lub odpowiednie do sytuacji icaro. W języku Shipibo jest takie słowo często używane w icaro „tantiwe” (czyt. tantiły) co oznacza po prostu zrelaksuj się. Pamiętaj, by w trakcie ayahuaskowej podróży bez względu na to, czy będzie ona przyjemna, czy przerażająca pozostać w roli cichego obserwatora.

 

Być może przeżyjesz momenty straszliwej walki ego, być może będziesz musiał wybaczyć i odpuścić.  Gdy jednak ono w końcu uklęknie przed tym co nieuniknione, gdy pękną ostatnie blokady, przyjdzie w końcu zrozumienie i spokój. Kiedy podniesiesz się, cały poszarpany, brudny i we łzach, staniesz w obliczu nieskończonego źródła czystego światła bijącego w Twoim sercu. Poznasz wspaniałego uzdrowiciela- samego siebie i spłyną na Ciebie łaski, które obmyją wszystkie rany.

 

/Metsa Yoi /

 ayahuasca.info.pl 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *